Tuurystyka żyje nie tylko pogodą, ceną noclegu i jakością dojazdu. Żyje także światłem. Dłuższy jasny wieczór może oznaczać dodatkowy spacer, dłuższą kolację na zewnątrz, późniejszy powrót ze szlaku, więcej czasu nad wodą i większą szansę, że turysta skorzysta z lokalnej oferty.
W debacie o zmianie czasu urzędowego w Polsce często mówi się o wygodzie mieszkańców, pracy, szkole, energii i fotowoltaice. Warto jednak spojrzeć także na branżę turystyczną. Polska ma regiony, w których światło dzienne jest częścią produktu: Bałtyk, Mazury, Suwalszczyzna, Bieszczady, Tatry, Sudety, Beskidy i wiele mniejszych miejscowości wypoczynkowych.
Zmiana z obecnego układu CET/CEST na EET/EEST nie wydłużyłaby oczywiście dnia. Nie zmieniłaby astronomii. Przesunęłaby jednak godziny światła względem zegara. W praktyce oznaczałoby to, że wschód i zachód Słońca wypadałyby według zegarka około godzinę później niż obecnie.
Turysta kupuje także jasny czas po południu
Dla turysty najcenniejszy bywa nie poranek o czwartej lub piątej rano, lecz czas po śniadaniu, po obiedzie i po zakończeniu głównej części dnia. To wtedy idzie się na deptak, nad jezioro, na plażę, na punkt widokowy, do restauracji, na lody, na rejs, na spacer albo na wieczorną atrakcję dla dzieci.
Dlatego godzina światła przesunięta z bardzo wczesnego poranka na późniejsze popołudnie i wieczór może mieć dla turystyki praktyczne znaczenie. Nie chodzi tylko o estetykę zachodu Słońca. Chodzi o to, że jasny wieczór wydłuża użyteczną część dnia — tę, w której gość faktycznie korzysta z miejscowości turystycznej.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2024 roku z turystycznych obiektów noclegowych w Polsce skorzystało 38,8 mln turystów, którym udzielono 97,6 mln noclegów. To pokazuje, że nawet niewielka zmiana w codziennym rytmie wypoczynku dotyczyłaby dużego rynku: hoteli, pensjonatów, gastronomii, atrakcji lokalnych, przewodników, wypożyczalni, transportu i samorządów turystycznych.

Bałtyk: dłuższy wieczór na plaży i deptaku
Nad Bałtykiem jasny wieczór jest jedną z największych atrakcji sezonu. Spacer po plaży, kolacja z widokiem na morze, wyjście na molo, rower wzdłuż wybrzeża, fotografowanie zachodu Słońca — to wszystko są aktywności, które lepiej działają wtedy, gdy zmrok zapada później.
Wprowadzenie EET/EEST oznaczałoby, że letni wieczór nad polskim morzem byłby na zegarze jeszcze późniejszy. W wielu miejscach zachód Słońca w szczycie sezonu wypadałby już nie około godziny 21, ale bliżej godziny 22. Dla turysty to różnica bardzo odczuwalna: po obiedzie i odpoczynku zostaje więcej jasnego czasu na drugą część dnia.
Można powiedzieć prosto: hotelarz nie zyskuje dodatkowej godziny doby, ale zyskuje większą szansę, że gość po południu jeszcze gdzieś wyjdzie. Restaurator zyskuje jaśniejszy czas kolacyjny. Miejscowość turystyczna zyskuje dłuższy wieczorny ruch.
Mazury i Suwalszczyzna: więcej czasu nad wodą
Mazury i Suwalszczyzna mają szczególny charakter. To nie tylko nocleg i punkt docelowy, ale przestrzeń aktywności: jeziora, kajaki, żagle, rowery, ogniska, wieże widokowe, małe miasta i lokalne trasy. Tam światło po południu bywa ważniejsze niż światło bardzo wcześnie rano.
Dłuższy jasny wieczór mógłby wzmacniać właśnie ten typ wypoczynku. Po całym dniu gość nadal może przejść się nad jezioro, wypożyczyć rower, zostać dłużej w porcie, wrócić spokojniej z wycieczki albo po prostu nie mieć poczucia, że dzień turystyczny kończy się zbyt wcześnie.
Suwalszczyzna jest dodatkowo dobrym przykładem regionu, w którym wschód Słońca i tak wypada wcześnie. Przesunięcie zegara o godzinę nie odbierałoby więc turystom realnego poranka, a mogłoby poprawić komfort popołudnia i wieczoru.
Góry: szczególne znaczenie jesienią i zimą
W górach najważniejszy może być nie tylko sezon letni. Szczególnie ciekawy jest wpływ EET/EEST jesienią i zimą, gdy dzień jest krótki, a zmrok potrafi zapadać bardzo wcześnie. To właśnie wtedy godzina światła po południu może być najbardziej odczuwalna.
Późniejszy zmrok oznaczałby większy margines dla spacerów, krótkich tras, powrotów z punktów widokowych, aktywności rodzinnych, jarmarków, gastronomii i lokalnych atrakcji. Nie chodzi o zachęcanie do lekkomyślnego wychodzenia w góry po ciemku. Przeciwnie — chodzi o to, że więcej światła po południu może poprawiać komfort planowania dnia.
W miejscowościach górskich ważne są także pobyty weekendowe. Gość przyjeżdżający w piątek lub sobotę często ma ograniczony czas. Jeżeli po południu szybko robi się ciemno, część aktywności przepada. Jeżeli zmrok zapada później, dzień pobytowy staje się bardziej użyteczny.
To może pomóc poza szczytem sezonu
Największy potencjał zmiany nie musi dotyczyć wyłącznie lipca i sierpnia. Latem dzień i tak jest długi. Bardzo interesujące są okresy przejściowe: kwiecień, maj, wrzesień, październik, a w górach także późna jesień i zima.
Jeżeli miejscowość turystyczna chce wydłużać sezon, potrzebuje nie tylko promocji i wydarzeń. Potrzebuje także warunków, w których turysta czuje, że po przyjeździe nadal ma co zrobić z dniem. Późniejsze światło może wzmacniać ofertę weekendową, miejskie spacery, rekreację, gastronomię, wydarzenia plenerowe i lokalne atrakcje.
Nie jest to cudowny mechanizm, który sam rozwiąże problemy branży. O powodzeniu turystyki decydują także ceny, jakość usług, transport, bezpieczeństwo, pogoda i promocja. Ale czas urzędowy ustawia codzienny rytm korzystania z tych wszystkich elementów.
Godzina światła jako infrastruktura
O drogach, kolei, parkingach, marinach, ścieżkach rowerowych i szlakach mówi się jak o infrastrukturze turystycznej. Światło dzienne rzadziej traktujemy w ten sposób, a przecież ono także wpływa na to, ile można zrobić w ciągu dnia.
EET/EEST można więc rozumieć jako zmianę organizacji dnia. Nie jako wydłużenie dnia astronomicznego, ale jako lepsze dopasowanie godzin aktywności społecznej do tej części doby, w której ludzie rzeczywiście chcą korzystać z przestrzeni publicznej, przyrody i usług.
Dla mieszkańca dużego miasta może to oznaczać jaśniejszy wieczór po pracy. Dla turysty — więcej czasu na odpoczynek. Dla miejscowości wypoczynkowej — dłuższy naturalny ruch w przestrzeni publicznej. Dla przedsiębiorcy — większą szansę, że klient nie wróci zbyt wcześnie do pokoju.
CET/CEST, EET/EEST i czas letni
Obecnie Polska korzysta z czasu środkowoeuropejskiego CET zimą oraz CEST latem. W wariancie EET/EEST podstawowy czas urzędowy byłby przesunięty o godzinę na wschód: zimą byłby to EET, a latem EEST. Obecne europejskie zasady czasu letniego wynikają z dyrektywy 2000/84/WE, która harmonizuje początek i koniec czasu letniego w państwach Unii Europejskiej.
W praktyce dla turysty najważniejszy jest efekt widoczny na zegarze: późniejszy wschód i późniejszy zachód Słońca. Rano część światła zostałaby przesunięta dalej, ale popołudnie i wieczór byłyby jaśniejsze. Właśnie dlatego branża turystyczna powinna być jednym z uczestników rozmowy o ewentualnej zmianie czasu urzędowego.
Najpierw zobaczmy światło na zegarze
Dyskusja o EET/EEST nie powinna być prowadzona wyłącznie jako spór o przestawianie zegarków. Warto zapytać, gdzie w ciągu dnia chcemy mieć światło: bardzo wcześnie rano czy raczej po południu i wieczorem.
W turystyce odpowiedź wydaje się szczególnie ważna. Gość przyjeżdża po doświadczenie, a doświadczenie bardzo często dzieje się po południu: nad wodą, na deptaku, w górach, w porcie, na rynku, na tarasie restauracji albo na spacerze po lesie.
Jeżeli Polska chce lepiej wykorzystywać swoje położenie, sezon turystyczny i potencjał regionów wypoczynkowych, powinna poważnie potraktować także tę prostą kwestię: godzina światła więcej wieczorem może być dla turystyki realną wartością.
Zobacz także interaktywną mapę światła dziennego w Polsce i sprawdź, jak zmieniają się godziny wschodu oraz zachodu Słońca w różnych częściach kraju.



